Kiedy ludzie zgromadzeni w salonie zobaczyli osobę, będącą źródłem tego ryku
zamarli. Nie wiedzieli, czy powinni się bać czy śmiać. Po chwili dokładnego
przyglądania się Hermionie Granger, która stała w swoich ulubionych legginsach
i luźnej bluzie w niebieskim kolorze, wszyscy postanowili wybrać drugą opcję.
Wybuchnęli jak na sygnał, razem, prawie ją opluwając.
Hermiona
patrzyła na prawie połowę Slytherinu, który się z niej wyśmiewa. O nie. Ona
jest Prefektem Naczelnym. Ona jest Gryfonką. Ona wraz z przyjaciółmi pokonała
Voldemorta. Nikt nie będzie tak rechotał z jej powodu!
-Zamknąć
się - powiedziała opanowanym głosem, starając się pohamować rumieniec.
Jakiś
chłopak z 6 roku gwizdnął na nią.
-Widzę,
że Nasza Freteczka urządziła imprezę. No cóż, przykro mi to mówić, ale wszyscy
wyjdziecie stąd za minutę.
-Tak?-
dziewczyna owinięta skrawkiem materiału zakpiła z niej.- Wyniesiesz nas
wszystkich?
-Słucham?-
Hermiona uniosła brwi z udawaną pewnością siebie. -Czy mówiłam coś o
wynoszeniu? -omiotła pokój spojrzeniem.
-Daj
spokój -westchnął Draco wkurzony.
-On
was stąd wyprowadzi -oznajmiła, patrząc Malfoyowi w oczy z niemą groźbą. -Do zobaczenia na
śniadaniu! -rzuciła przez ramię, wracając do swojego pokoju.
Gdy zamknęła drzwi, zmęczona całym pokazem "jej mocy" położyła się na
łóżku, nasłuchując.
Muzyki
nie było słychać, ale zawiedzione pojękiwania owszem. Czyli się nie
przeliczyła. Malfoy był świadomy wszystkiego co mogła zrobić Hermiona, ale nie
zrobiła prawie nic. Nie rzuciła na nich wszystkich jakiejś klątwy, nie wysłała
wiadomości do McGonagall. Nikt nie będzie mówił, że zepsuła imprezę. To on ją
zepsuł, posłuchał jakiejś szla... Jakiejś Gryfonki. Przypomniał sobie słowa
matki. Ile dzisiaj dziewczyn rozebrał wzrokiem? Nie pamiętał.
Draco
wyrzucił wszystkich, sam rozwalił się na kanapie i mimo ogromnych chęci na
prysznic, wbrew sobie, zasnął.
W salonie panował syf. Rzuciło się to
w oczy Pani Profesor już przy progu. Usiadła na kanapie i postanowiła czekać.
Była zawiedziona, delikatnie mówiąc. Myślała, że Granger wpłynie na Malfoya, a
nie odwrotnie. Musi ich ukarać. Zorganizowali imprezę w środku tygodnia i
wysyłali patronusy przez korytarze. W tym czasie dostała wiele zgłoszeń od
przerażonych pierwszoklasistów o białym skorpionie podróżującym po szkole. Mimo
wszystko najbardziej zainteresowała ją postać patronusa Dracona. Dopiero
niedawno wprowadzono obowiązek nauczania tak silnej magii. Spodziewała się
węża, smoka, a nie skorpiona. Z tego co wiedziała, jego matka miała małą
rzekotkę. Podejrzewała, że w przyszłości zmieni się przynajmniej wygląd
skorpiona młodego Malfoya. Skorpion był zwierzęciem nie pasującym do tego
chłopca, w którym, gdzieś głęboko było ukryte dobro.
Hermiona
obudziła się spóźniona. Czuła to, więc rzuciła się do łazienki, aby wziąć
szybki prysznic. W ekspresowym tempie ubrała się i pomalowała. Wzięła książki
potrzebne na pierwszą lekcję i wyszła z pokoju.
Nie
spodziewała się tam nikogo, a tym bardziej nie Malfoya siedzącego przed Panią
McGonagall na kanapie.
-Witamy
Panno Granger, proszę usiąść - powitała ją nauczycielka zimnym tonem.
-Um..
Dzień dobry, pani Profesor, Malofy - Hermiona usiadła sztywno obok ślizgona i
bała się odezwać. Czyżby pani dowiedziała się o jej spóźnieniu i postanowiła
zareagować? Mało prawdopodobne...
-Pewnie
zastanawiasz się co tutaj robię. Ja również nie jestem pewna czy musiało do
dojść do tej wizyty, jednak mam nadzieję że mi powiecie - zaczęła. -
Wasze wczorajsze zachowanie nie mogło zostać niezauważone! Postąpiliście
nierozsądnie organizując imprezę TUTAJ! Wyraziłam zgodę na spotkanie w
Slytherinie, a nie na jakąś imprezę w dormitoriach Prefektów Naczelnych! Co za
hańba! - była widocznie zawiedziona. Kiedy Hermiona otworzyła usta, żeby
wyjaśnić że to ona ich powstrzymała, profesorka jej przerwała. - Nie, Panno
Granger. Żadnych tłumaczeń. Muszę was ukarać. Zgłoście się do mnie po ostatniej
lekcji, wtedy dostaniecie dalsze instrukcje. A teraz, żegnam! - zarzuciła tyłem
swojej starej jak świat szaty. - A teraz idźcie na zielarstwo.
Kiedy
zamknęły się za nią drzwi Hermiona odwróciła się do Dracona przodem i posłała
mu najbardziej mordercze spojrzenie, na jakie było ją stać. Jeżeli myślała, że
będzie miał wyrzuty sumienia, lub będzie czuł się winny, mocno zdziwiła się
kiedy wybuchł śmiechem.
-
Wiesz, Granger, na początku byłem na ciebie wściekły. Zniszczyłaś moją imprezę.
Jednak twoja mina, kiedy ona cię uciszyła, wynagrodziła mi wszystko! -
uśmiechnął się jadowicie i dodał. - Chyba będziemy mieli karę. To pierwsza w twoim
życiu?
To
był zdecydowanie jeden z gorszych dni w tym roku. Najpierw Pani Profesor się na
niej zawiodła. Później wyśmiał ją Malfoya. A później nie poradziła sobie z ze
zwykłą roślinką na zielarstwie. Teraz załamana szukała Teodora, żeby mu się
wyżalić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta
daa! Trochę mało się zdarzyło no ale bywa, następny będzie trochę ciekawszy ;)
Dziękuję Lunie z bloga http://luna-forever-dramione.blogspot.com/
za dobre słowa które mocno mnie zmotywowały do dalszej pracy :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńOjejku <3 Ja Tobie także dziękuję. Rozdział jak zawsze świetny, nie mogę się doczekać dalszej części :)
OdpowiedzUsuńLuna F.
OdpowiedzUsuńTwoje zgłoszenie zostało rozpatrzone pozytywnie.
Pozdrawiam, Arabella
stowarzyszenie-harryegopottera.blogspot.com
Dziękuję bardzo :)
Usuń