sobota, 18 czerwca 2016

Rozdział 9

               Kiedy ludzie zgromadzeni w salonie zobaczyli osobę, będącą źródłem tego ryku zamarli. Nie wiedzieli, czy powinni się bać czy śmiać. Po chwili dokładnego przyglądania się Hermionie Granger, która stała w swoich ulubionych legginsach i luźnej bluzie w niebieskim kolorze, wszyscy postanowili wybrać drugą opcję. Wybuchnęli jak na sygnał, razem, prawie ją opluwając.
Hermiona patrzyła na prawie połowę Slytherinu, który się z niej wyśmiewa. O nie. Ona jest Prefektem Naczelnym. Ona jest Gryfonką. Ona wraz z przyjaciółmi pokonała Voldemorta. Nikt nie będzie tak rechotał z jej powodu!
-Zamknąć się - powiedziała opanowanym głosem, starając się pohamować rumieniec.
Jakiś chłopak z 6 roku gwizdnął na nią.
-Widzę, że Nasza Freteczka urządziła imprezę. No cóż, przykro mi to mówić, ale wszyscy wyjdziecie stąd za minutę.
-Tak?- dziewczyna owinięta skrawkiem materiału zakpiła z niej.- Wyniesiesz nas wszystkich?
-Słucham?- Hermiona uniosła brwi z udawaną pewnością siebie. -Czy mówiłam coś o wynoszeniu? -omiotła pokój spojrzeniem.
-Daj spokój -westchnął Draco wkurzony.
-On was stąd wyprowadzi -oznajmiła, patrząc Malfoyowi w oczy z niemą groźbą. -Do zobaczenia na śniadaniu! -rzuciła przez ramię, wracając do swojego pokoju.
              Gdy zamknęła drzwi, zmęczona całym pokazem "jej mocy" położyła się na łóżku, nasłuchując.
Muzyki nie było słychać, ale zawiedzione pojękiwania owszem. Czyli się nie przeliczyła. Malfoy był świadomy wszystkiego co mogła zrobić Hermiona, ale nie zrobiła prawie nic. Nie rzuciła na nich wszystkich jakiejś klątwy, nie wysłała wiadomości do McGonagall. Nikt nie będzie mówił, że zepsuła imprezę. To on ją zepsuł, posłuchał jakiejś szla... Jakiejś Gryfonki. Przypomniał sobie słowa matki. Ile dzisiaj dziewczyn rozebrał wzrokiem? Nie pamiętał.
Draco wyrzucił wszystkich, sam rozwalił się na kanapie i mimo ogromnych chęci na prysznic, wbrew sobie, zasnął.
              W salonie panował syf. Rzuciło się to w oczy Pani Profesor już przy progu. Usiadła na kanapie i postanowiła czekać. Była zawiedziona, delikatnie mówiąc. Myślała, że Granger wpłynie na Malfoya, a nie odwrotnie. Musi ich ukarać. Zorganizowali imprezę w środku tygodnia i wysyłali patronusy przez korytarze. W tym czasie dostała wiele zgłoszeń od przerażonych pierwszoklasistów o białym skorpionie podróżującym po szkole. Mimo wszystko najbardziej zainteresowała ją postać patronusa Dracona. Dopiero niedawno wprowadzono obowiązek nauczania tak silnej magii. Spodziewała się węża, smoka, a nie skorpiona. Z tego co wiedziała, jego matka miała małą rzekotkę. Podejrzewała, że w przyszłości zmieni się przynajmniej wygląd skorpiona młodego Malfoya. Skorpion był zwierzęciem nie pasującym do tego chłopca, w którym, gdzieś głęboko było ukryte dobro.
Hermiona obudziła się spóźniona. Czuła to, więc rzuciła się do łazienki, aby wziąć szybki prysznic. W ekspresowym tempie ubrała się i pomalowała. Wzięła książki potrzebne na pierwszą lekcję i wyszła z pokoju.
Nie spodziewała się tam nikogo, a tym bardziej nie Malfoya siedzącego przed Panią McGonagall na kanapie.
-Witamy Panno Granger, proszę usiąść - powitała ją nauczycielka zimnym tonem.
-Um.. Dzień dobry, pani Profesor, Malofy - Hermiona usiadła sztywno obok ślizgona i bała się odezwać. Czyżby pani dowiedziała się o jej spóźnieniu i postanowiła zareagować? Mało prawdopodobne...
-Pewnie zastanawiasz się co tutaj robię. Ja również nie jestem pewna czy musiało do dojść do tej wizyty,  jednak mam nadzieję że mi powiecie - zaczęła. - Wasze wczorajsze zachowanie nie mogło zostać niezauważone! Postąpiliście nierozsądnie organizując imprezę TUTAJ! Wyraziłam zgodę na spotkanie w Slytherinie, a nie na jakąś imprezę w dormitoriach Prefektów Naczelnych! Co za hańba! - była widocznie zawiedziona. Kiedy Hermiona otworzyła usta, żeby wyjaśnić że to ona ich powstrzymała, profesorka jej przerwała. - Nie, Panno Granger. Żadnych tłumaczeń. Muszę was ukarać. Zgłoście się do mnie po ostatniej lekcji, wtedy dostaniecie dalsze instrukcje. A teraz, żegnam! - zarzuciła tyłem swojej starej jak świat szaty. - A teraz idźcie na zielarstwo.
Kiedy zamknęły się za nią drzwi Hermiona odwróciła się do Dracona przodem i posłała mu najbardziej mordercze spojrzenie, na jakie było ją stać. Jeżeli myślała, że będzie miał wyrzuty sumienia, lub będzie czuł się winny, mocno zdziwiła się kiedy wybuchł śmiechem.
- Wiesz, Granger, na początku byłem na ciebie wściekły. Zniszczyłaś moją imprezę. Jednak twoja mina, kiedy ona cię uciszyła, wynagrodziła mi wszystko! - uśmiechnął się jadowicie i dodał. - Chyba będziemy mieli karę. To pierwsza w twoim życiu?

To był zdecydowanie jeden z gorszych dni w tym roku. Najpierw Pani Profesor się na niej zawiodła. Później wyśmiał ją Malfoya. A później nie poradziła sobie z ze zwykłą roślinką na zielarstwie. Teraz załamana szukała Teodora, żeby mu się wyżalić.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta daa! Trochę mało się zdarzyło no ale bywa, następny będzie trochę ciekawszy ;) Dziękuję Lunie z bloga http://luna-forever-dramione.blogspot.com/ za dobre słowa które mocno mnie zmotywowały do dalszej pracy :)

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejku <3 Ja Tobie także dziękuję. Rozdział jak zawsze świetny, nie mogę się doczekać dalszej części :)
    Luna F.

    OdpowiedzUsuń

  3. Twoje zgłoszenie zostało rozpatrzone pozytywnie.
    Pozdrawiam, Arabella
    stowarzyszenie-harryegopottera.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń