wtorek, 14 czerwca 2016

Rozdział 8

- Cholera!- zaklął w myślach i ruszył za nią. 
 Wiedział, że jej nie dogoni, jednak czuł się jakiś.. zawiedziony...
Nie czuł się tak źle, od czasu kiedy został odrzucony przez rodzinę.
Pamiętał te dni, jakby wszystko miało miejsce wczoraj.

Kiedy Harry Potter zabił Voldemorta, cały "świat" jego ojca się zawalił. Złapano Śmierciożerców, w tym dumnego pana Malfoya. Nie przyznał się do winy. Dzień po procesie znaleziono martwe ciało, w jego pokoju. Popełnił samobójstwo. Draco, nie chciał się przyznać, ale cieszył się z tego. Miał dość, wojny, bólu, śmierci i bycia wykorzystywanym przez osobę, która powinna uczyć, jak kochać. Od jakiegoś czasu wiedział, że Voldemort nie ma racji. Nie zgadzał się z poglądami ojca, ale tolerował go przez strach. 
Około tygodnia po pogrzebie Lucjusza, Narcyza przeprowadziła się do ogromnego domu na jednej z mugolskich dzielnic. Zakupiła wszystkie sprzęty "typowego mugola" jak komputer, telefon. Zrobiła nawet prawo jazdy. Wydawało się, że zakopując się w (jak dla Dracona) nieprzydatnych rzeczach, stara się oddzielić od niego, jedynej rzeczy przypominającej o jej mężu. 
Pewnego dnia, podeszła do Dracona i poprosiła o odprowadzenie do... Domu Spokojnej Starości. Malfoy, załamany tym, że zawiódł rodziców, nie protestował. Narcyza, stała się moża by powiedzieć, warzywkiem. Nie odzywała się, mało jadła. Bladła i chudła w oczach. Dracon nie mógł się pozbierać po tym wydarzeniu. 
Odwiedził ją ostatniego dnia przed wyjazdem do Hogwartu
-Obiecaj mi jedno. Nie skrzywdź nikogo. Ludzie zasługują na lepsze traktowanie. Myliliśmy się z Lucjuszem. Czarodzieje nie są czystej krwi lub szlamami. Są osobami, które zostały obdarowane wspaniałą mocą, szacunek należy się wszystkim. Draconie, obiecaj mi, że zaczniesz od nowa. Nie odwiedzaj mnie, już nigdy. Znajdź lepsze towarzystwo niż Greengrasówny -powiedziała patrząc w sufit. - Żegnaj, synku. Czas, żebyś zaczął żyć naprawdę.


 -Co ty taki nabuzowany, Ziomuś?- usłyszał nagle głos Notta.- Zwiałeś z imprezy, czy...-
Teodor nagle urwał widząc miotłę w ręce przyjaciela. -  Ahh...Zły dzień, rozumiem...
 -Wszystko ok, Nott. Co powiesz na małą popijawę u mnie w dormitorium?- na myśl o parunastu kieliszkach Ognistej, natychmiast przestał się zamartwiać. -Co ja się pytam, po prostu chodź, idziemy!
Ruszyli biegiem po schodach, Nott delikatnie już spity, więc podtrzymywany przez Dracona.
Blondyn, zapominając o problemach ze wspólokatorą, otworzył drzwi.
Kiedy już rozsiedli się na kanapie, postanowili wysłać patronusa do jeszcze paru kolegów. Przecież to bardzo ważna sprawa!
 Po paru minutach przybyło około sześciu ślizgonów, którzy przyprowadzili ze sobą 4 dziewczyny. Malfoy musiał przyznać, że każda miała czym oddychać. 

Z tego wszystkiego powstała kameralna impreza, przychodziło coraz więcej osób. Wszystko było idealnie. Młody Malfoy postanowił nie pozostawać jedyną trzeźwą osobą w pokoju i powoli nadganiał tych z najsłabszą głową. Śmiechy i muzykę zagłuszył wrzask.
-MAFLOY!!! 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto rozdział 8 :) Mi się średnio podoba, no ale co zrobić. Trochę krótki, ale następny będzie bardzo długi XD Powiem tylko, że Draco ma przechlapane :D
Incendio 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz