- Cholera!- zaklął w myślach i ruszył za
nią.
Wiedział, że jej nie dogoni, jednak czuł
się jakiś.. zawiedziony...
Nie czuł się tak źle, od czasu kiedy został
odrzucony przez rodzinę.
Pamiętał te dni, jakby wszystko miało miejsce
wczoraj.
Kiedy Harry Potter zabił Voldemorta, cały
"świat" jego ojca się zawalił. Złapano Śmierciożerców, w tym dumnego
pana Malfoya. Nie przyznał się do winy. Dzień po procesie znaleziono martwe
ciało, w jego pokoju. Popełnił samobójstwo. Draco, nie chciał się przyznać, ale
cieszył się z tego. Miał dość, wojny, bólu, śmierci i bycia wykorzystywanym
przez osobę, która powinna uczyć, jak kochać. Od jakiegoś czasu wiedział, że
Voldemort nie ma racji. Nie zgadzał się z poglądami ojca, ale tolerował go
przez strach.
Około tygodnia po pogrzebie Lucjusza, Narcyza
przeprowadziła się do ogromnego domu na jednej z mugolskich dzielnic. Zakupiła
wszystkie sprzęty "typowego mugola" jak komputer, telefon. Zrobiła
nawet prawo jazdy. Wydawało się, że zakopując się w (jak dla Dracona) nieprzydatnych
rzeczach, stara się oddzielić od niego, jedynej rzeczy przypominającej o jej
mężu.
Pewnego dnia, podeszła do Dracona i poprosiła o
odprowadzenie do... Domu Spokojnej Starości. Malfoy, załamany tym, że zawiódł
rodziców, nie protestował. Narcyza, stała się moża by powiedzieć, warzywkiem.
Nie odzywała się, mało jadła. Bladła i chudła w oczach. Dracon nie mógł się
pozbierać po tym wydarzeniu.
Odwiedził ją ostatniego dnia przed wyjazdem do
Hogwartu
-Obiecaj mi jedno. Nie skrzywdź nikogo. Ludzie
zasługują na lepsze traktowanie. Myliliśmy się z Lucjuszem. Czarodzieje nie są
czystej krwi lub szlamami. Są osobami, które zostały obdarowane wspaniałą mocą,
szacunek należy się wszystkim. Draconie, obiecaj mi, że zaczniesz od nowa. Nie
odwiedzaj mnie, już nigdy. Znajdź lepsze towarzystwo niż Greengrasówny
-powiedziała patrząc w sufit. - Żegnaj, synku. Czas, żebyś zaczął żyć naprawdę.
-Co ty taki nabuzowany, Ziomuś?- usłyszał
nagle głos Notta.- Zwiałeś z imprezy, czy...-
Teodor nagle urwał widząc miotłę w ręce
przyjaciela. - Ahh...Zły dzień, rozumiem...
-Wszystko ok, Nott. Co powiesz na małą
popijawę u mnie w dormitorium?- na myśl o parunastu kieliszkach Ognistej,
natychmiast przestał się zamartwiać. -Co ja się pytam, po prostu chodź,
idziemy!
Ruszyli biegiem po schodach, Nott delikatnie
już spity, więc podtrzymywany przez Dracona.
Blondyn, zapominając o problemach ze
wspólokatorą, otworzył drzwi.
Kiedy już rozsiedli się na kanapie, postanowili
wysłać patronusa do jeszcze paru kolegów. Przecież to bardzo ważna sprawa!
Po paru minutach przybyło około sześciu
ślizgonów, którzy przyprowadzili ze sobą 4 dziewczyny. Malfoy musiał przyznać,
że każda miała czym oddychać.
Z tego wszystkiego powstała kameralna impreza,
przychodziło coraz więcej osób. Wszystko było idealnie. Młody Malfoy postanowił
nie pozostawać jedyną trzeźwą osobą w pokoju i powoli nadganiał tych z
najsłabszą głową. Śmiechy i muzykę zagłuszył wrzask.
-MAFLOY!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto rozdział 8 :) Mi się średnio podoba, no ale
co zrobić. Trochę krótki, ale następny będzie bardzo długi XD Powiem tylko, że Draco
ma przechlapane :D
Incendio
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz