poniedziałek, 13 czerwca 2016

Rozdział 7

W tym samym czasie, kiedy Blaise prosił Ginny do tańca, a Pansy poważnie rozmawiała w kącie ze swoim tajnym (dla innych) wybrankiem, Hermiona wychodziła z wanny, cała odprężona. Zmyła z siebie wszystkie zmartwienia. Chciała być jak najbardziej skupiona na tym co ją czeka...
Sięgnęła po ręcznik, żeby nie nachlapać wszędzie wokół. Nie wiedziała czy Malfoy już wyszedł na imprezę, jednak miała nadzieję, że tak. Najlepiej by było, gdyby każdy, kto mógłby ją rozpoznać byłby zbyt upojony alkoholem, żeby rzeczywiście to zrobić. Nie chciała nikogo spotkać, kiedy będzie ćwiczyła.
Ubrała się w luźny strój i wróciła do pokoju. Wrzuciła notatnik i pozwolenie od profesor McGonagall na wyjście wieczorem do torby. W saloniku nikogo nie było. Ruszyła schodami w dół i wyszła na zewnątrz. Odetchnęła świeżym powietrzem, ciesząc się chwilą odpoczynku od wszystkich problemów. Podeszła do schowka, w którym drużyny quidditcha trzymały miotły. Sięgnęła po jedną z najbliższych i z zapałem pomaszerowała na boisko. 
Ogromna wolna przestrzeń zdawała się zachęcać, do chociaż jednej "przejażdżki" na miotle. 
Tak, na miotle! Hermiona nie miała wielu sekretów przed swoimi przyjaciółmi, jednak nigdy nie przyznała im się, że podczas ostatnich, długich wakacji dużo ćwiczyła latanie, aż w końcu przemogła się i bardzo jej się to spodobało. Dopasowała intensywność ruchów do miotły, wczuła się w wiatr uderzający w uszy. Wiedziała, że gdyby im powiedziała, wyśmialiby ją, przypominając o porażkach, która zaliczyła na ogródku przed Norą. Ale teraz, była całkiem dobra. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz spadła, albo kiedy ostatni raz chciała bardzo znowu dotknąć stopami podłoża podczas lotu.
Odbiła się od ziemii i przeszedł ją dreszcz. Mimo, że za dnia pogoda była nadal letnia, wrzesienne noce nie należały do najcieplejszych. Starając się nie zwracać uwagi na temperaturę, skupiła się na wywijaniu "koziołków", kręceniu kół. 
Po pół godzinie, wylądowała na trybunach i usiadła, aby odpocząć.

*Draco*


Znużony dzikim tańcem z Diabłem i ciągłymi staraniami Dafne Greengrass o jego uwagę, wyszedł na korytarz. Nie widząc żadnej innej opcji, wskakując po dwa schodki, pobiegł do dormitorium swojego i Granger, po drodze zdejmując koszulę. Nie było jej nigdzie, więc pomyślał, że poszła na imprezę. Dziwne, nie widział jej nigdzie w towarzystwie Rudej, lub Pansy. Wyrzucając ją z myśli, ubrał bluzę i pobiegł razem ze swoją miotłą na dwór. Nie musiał się martwić tym, czy ktoś go złapie - był kapitanem drużyny, mógł ćwiczyć ile chciał. 

Kiedy wybiegł, przystanął zdziwiony. Nie, to niemożliwe! Ktoś sobie latał! Kto mógł latać po nocy, kiedy tam, na dole jest taka impreza? On to wyjątek, przecież od małego spędzał każdą wolną chwilę z najlepiej jak najnowszym modelem miotły. Nie potrafił dokładnie przypatrzeć się postaci, przez czerń dookoła. Postanowił się zakraść pod trybuny i poczekać aż jego oczy przyzwyczają się do egipskich ciemności. 
Po chwili mógł przysiąc, że osoba latająca, to dziewczyna! Ciągle ogarniała włosy, ruchem wskazującym na mocne poirytowanie fryzurą. Co więcej, latała na prawdę dobrze! Lepiej niż niektóre osoby z reprezentacji. Postanowił mocno przemyśleć skład drużyny. Może ta dziewczyna jest ze slytherinu? Wtedy kiedy jej zaproponuje wejście do grupy, na pewno się zgodzi. Kto wie, może nawet zostanie jego tymczasową dziewczyną? Na razie doczynienia miał tylko z bardziej głupimi, a ładnymi. Jednak dla odmiany..."Zobaczymy" - pomyślał.

Kiedy zobaczył, że ma ona zamiar wylądowania, ruszył w stronę, w którą, jego zdaniem się kierowała. Dziewczyna usiadła na ławce, nie widząc go. 

-Co cię sprowadza tu tak późno moją panią?- zapytał swoim jak najbardziej kuszącym tonem.
Ona, słysząc jego głos prawie spadła z ławki.
-Malfoy -zaczęła lodowatym tonem. - Co TY tu robisz!?- zapytała, powoli uświadamiając sobie, że mógł widzieć cały jej "występ".
-Mógłbym cię zapytać o to samo, Granger!-powiedział złośliwie, starając się ukryć ogrom jego zaskoczenia. Czy ona przypadkiem kiedyś nie bała się miotły?!
-Jeżeli masz zamiar się ze mnie naśmiewać, to dzięki, ale możesz od razu przestać. Idź, lepiej pochwal się całemu Hogwartowi, co przed chwilą widziałeś- odwarknęła zarzucając torbę na ramię i zostawiając miotłę tam, gdzie wcześniej ją położył. Ledwo powstrzymywała łzy.
-Granger, na Salazara, poczekaj!- zdziwił się Draco. -Kto mówi coś o naśmiewaniu się z ciebie?
-Malfoy, zamknij się! Przez 6 lat uprzykrzałeś mi życie jak tylko mogłeś, co miało się zmienić prze 2 tygodnie? -pierwsza łza spłynęła po policzku Hermiony.
Chłopak przystanął i zastanowił się nad tym co powiedziała. Rzeczywiście tak było. Co on sobie myślał, zagadując do Panny Ja Wiem Lepiej jak do jednej z jego potencjalnych dziewczyn? To była gryfonka. Nienawidził jej przez 6 lat.
Ale teraz.. Jakoś nie czuł potrzeby kłócenia się ze wszystkimi dookoła. 
-Wszystko. Wszystko się zmieniło od tamtych czasów - wyszeptał. Jednak ona już otwierała drzwi wejściowe i wspinała się po schodach.
- Cholera!- zaklął w myślach i ruszył za nią. 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dzięki bardzo za czytanie :) Mam nadzieję że rozdział się spodobał, trochę trudno mi się go pisało. Mam nadzieję że akcje teraz będzie dla was coraz ciekawsza! :)
Incendio

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz