W tym samym czasie, kiedy Blaise prosił Ginny
do tańca, a Pansy poważnie rozmawiała w kącie ze swoim tajnym (dla innych)
wybrankiem, Hermiona wychodziła z wanny, cała odprężona. Zmyła z siebie
wszystkie zmartwienia. Chciała być jak najbardziej skupiona na tym co ją
czeka...
Sięgnęła po ręcznik, żeby nie nachlapać
wszędzie wokół. Nie wiedziała czy Malfoy już wyszedł na imprezę, jednak miała
nadzieję, że tak. Najlepiej by było, gdyby każdy, kto mógłby ją rozpoznać byłby
zbyt upojony alkoholem, żeby rzeczywiście to zrobić. Nie chciała nikogo
spotkać, kiedy będzie ćwiczyła.
Ubrała się w luźny strój i wróciła do pokoju.
Wrzuciła notatnik i pozwolenie od profesor McGonagall na wyjście wieczorem do
torby. W saloniku nikogo nie było. Ruszyła schodami w dół i wyszła na zewnątrz.
Odetchnęła świeżym powietrzem, ciesząc się chwilą odpoczynku od wszystkich
problemów. Podeszła do schowka, w którym drużyny quidditcha trzymały miotły.
Sięgnęła po jedną z najbliższych i z zapałem pomaszerowała na boisko.
Ogromna wolna przestrzeń zdawała się zachęcać,
do chociaż jednej "przejażdżki" na miotle.
Tak, na miotle! Hermiona nie miała wielu
sekretów przed swoimi przyjaciółmi, jednak nigdy nie przyznała im się, że
podczas ostatnich, długich wakacji dużo ćwiczyła latanie, aż w końcu przemogła
się i bardzo jej się to spodobało. Dopasowała intensywność ruchów do miotły,
wczuła się w wiatr uderzający w uszy. Wiedziała, że gdyby im powiedziała,
wyśmialiby ją, przypominając o porażkach, która zaliczyła na ogródku przed
Norą. Ale teraz, była całkiem dobra. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz spadła,
albo kiedy ostatni raz chciała bardzo znowu dotknąć stopami podłoża podczas
lotu.
Odbiła się od ziemii i przeszedł ją dreszcz.
Mimo, że za dnia pogoda była nadal letnia, wrzesienne noce nie należały do
najcieplejszych. Starając się nie zwracać uwagi na temperaturę, skupiła się na
wywijaniu "koziołków", kręceniu kół.
Po pół godzinie, wylądowała na trybunach i
usiadła, aby odpocząć.
*Draco*
Znużony dzikim tańcem z Diabłem i ciągłymi staraniami Dafne Greengrass o jego
uwagę, wyszedł na korytarz. Nie widząc żadnej innej opcji, wskakując po dwa
schodki, pobiegł do dormitorium swojego i Granger, po drodze zdejmując koszulę.
Nie było jej nigdzie, więc pomyślał, że poszła na imprezę. Dziwne, nie widział
jej nigdzie w towarzystwie Rudej, lub Pansy. Wyrzucając ją z myśli, ubrał bluzę
i pobiegł razem ze swoją miotłą na dwór. Nie musiał się martwić tym, czy ktoś
go złapie - był kapitanem drużyny, mógł ćwiczyć ile chciał.
Kiedy wybiegł, przystanął zdziwiony. Nie, to
niemożliwe! Ktoś sobie latał! Kto mógł latać po nocy, kiedy tam, na dole jest
taka impreza? On to wyjątek, przecież od małego spędzał każdą wolną chwilę z
najlepiej jak najnowszym modelem miotły. Nie potrafił dokładnie przypatrzeć się
postaci, przez czerń dookoła. Postanowił się zakraść pod trybuny i poczekać aż
jego oczy przyzwyczają się do egipskich ciemności.
Po chwili mógł przysiąc, że osoba latająca, to
dziewczyna! Ciągle ogarniała włosy, ruchem wskazującym na mocne poirytowanie
fryzurą. Co więcej, latała na prawdę dobrze! Lepiej niż niektóre osoby z
reprezentacji. Postanowił mocno przemyśleć skład drużyny. Może ta dziewczyna
jest ze slytherinu? Wtedy kiedy jej zaproponuje wejście do grupy, na pewno się
zgodzi. Kto wie, może nawet zostanie jego tymczasową dziewczyną? Na razie
doczynienia miał tylko z bardziej głupimi, a ładnymi. Jednak dla
odmiany..."Zobaczymy" - pomyślał.
Kiedy zobaczył, że ma ona zamiar wylądowania, ruszył w stronę, w którą, jego
zdaniem się kierowała. Dziewczyna usiadła na ławce, nie widząc go.
-Co cię sprowadza tu tak późno moją panią?-
zapytał swoim jak najbardziej kuszącym tonem.
Ona, słysząc jego głos prawie spadła z ławki.
-Malfoy -zaczęła lodowatym tonem. - Co TY tu
robisz!?- zapytała, powoli uświadamiając sobie, że mógł widzieć cały jej
"występ".
-Mógłbym cię zapytać o to samo,
Granger!-powiedział złośliwie, starając się ukryć ogrom jego zaskoczenia. Czy
ona przypadkiem kiedyś nie bała się miotły?!
-Jeżeli masz zamiar się ze mnie naśmiewać, to
dzięki, ale możesz od razu przestać. Idź, lepiej pochwal się całemu Hogwartowi,
co przed chwilą widziałeś- odwarknęła zarzucając torbę na ramię i zostawiając
miotłę tam, gdzie wcześniej ją położył. Ledwo powstrzymywała łzy.
-Granger, na Salazara, poczekaj!- zdziwił się
Draco. -Kto mówi coś o naśmiewaniu się z ciebie?
-Malfoy, zamknij się! Przez 6 lat uprzykrzałeś
mi życie jak tylko mogłeś, co miało się zmienić prze 2 tygodnie? -pierwsza łza
spłynęła po policzku Hermiony.
Chłopak przystanął i zastanowił się nad tym co
powiedziała. Rzeczywiście tak było. Co on sobie myślał, zagadując do Panny Ja
Wiem Lepiej jak do jednej z jego potencjalnych dziewczyn? To była gryfonka.
Nienawidził jej przez 6 lat.
Ale teraz.. Jakoś nie czuł potrzeby kłócenia
się ze wszystkimi dookoła.
-Wszystko. Wszystko się zmieniło od tamtych
czasów - wyszeptał. Jednak ona już otwierała drzwi wejściowe i wspinała się po
schodach.
- Cholera!- zaklął w myślach i ruszył za
nią.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzięki bardzo za czytanie :) Mam nadzieję że
rozdział się spodobał, trochę trudno mi się go pisało. Mam nadzieję że akcje
teraz będzie dla was coraz ciekawsza! :)
Incendio
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz